mam taki problem..
już od pewnego czasu przyjaźnię się z paczką chłopaków, starszych ode mnie, którzy mają po 15 lat.
przyjaźń zaczęła się od mojego zauroczenia do jednego z nich, z którym prawie nie rozmawiałam.
powiedziałam o tym jemu kumplowi, z którym najbardziej się zbliżyłam. poradził mi bardzo dużo na ten temat.
byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. nawet się przytulaliśmy, gdy mieliśmy się dłużej nie widzieć.
i właśnie od tego się zaczęło. przytuliliśmy się po raz pierwszy, a we mnie coś pękło. to zauroczenie do tamtego chłopaka minęło. tym bardziej, że nic w tej sprawie się nie działo. zrozumiałam, że pokochałam wtedy osobę, która by była ostatnią, do której bym coś czuła. próbowałam sobie wybyć z głowy to uczucie, lecz nadaremno.
moja przyjaciółka poradziła mi, żebym mu to powiedziała.
otóż posłuchałam się jej. dzień przed sylwestrem wyznałam mu co do niego czuję. zdawałam sobiejsprawę, że to może popsuć nasze relacje. ale on zachował się bardzo słodko. powiedział, że na razie jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale kto wie, co się może zdarzyć w przyszłości i jak potoczą się nasze drogi. żebym nie zapominała o tym i on też nie zapomni, bo możliwe, że będziemy kiedyś razem. płakałam i jednocześnie cieszyłam się wtedy, że byłam z nim taka szczera, że miałam już to za sobą. teraz nasze rozmowy były praktycznie w większości o uczuciach. po kilku tygodniach powiedział mi, że coś do mnie poczuł, a po jakimś czasie, że mnie kocha. tylko nazajutrz powiedział, że 'kocham’ to za duże słowo, lecz czuje coś nadal. byłam wtedy na niego bardzo zła. ale wybaczyłam mu to. w ferie, gdy byłam z moją przyjaciółką nad jeziorem, w nocy wychodziłyśmy na spacer z psem, lub do innego pokoju i ja wyjmowałam komórkę i przez co najmniej półtorej godziny rozmawiałam z nim praktycznie o niczym. przytulaliśmy się na odległość itp. tylko po kilku miesiącach, on powiedział mi, że podoba mu się inna. jeszcze nigdy nie byłam taka wściekła i załamana, jak wtedy. obiecałam sobie, że nie chce mieć z nim już nigdy nic wspólnego. moja miłość do niego równała się z nienawiścią. dowiedziałam się, że ma dziewczynę, z którą już kiedyś był. powiedziałam mu to, a on mi odpowiedział, że ten związek jest tylko dla 'łachu’ i się pewnie niedługo skończy. minął jakiś tydzień. stało się to, czego nie powiem, żebym się nie spodziewała. spytał się mnie, czy chciałabym być z nim. ja powiedziałam, żebyśmy i on i ja przemyśleli to, aby nie było jak ostatnio. usłyszałam to pytanie od niego kolejny raz nazajutrz. po chwili powiedziałam, że się zgadzam. byłam w siódmym niebie. tylko stało się coś, czego się spodziewałam. w szkole wgl ze sobą nie gadaliśmy. nasz związek miał być tajemnicą, bo szkoła słynie z przeróżnych plotek. gdy spytał się, czy może mnie przytulić, myślałam, że zrobi to w któryś dzień po lekcjach. nie zrobił. powiedziałam mu, że nie wiem, czy naprawdę jesteśmy parą, skoro nie przywita się nawet. powiedział, że się poprawi. nie wierzyłam trochę. miałam rację. w dzień przed weekend’em szłam z moją kumpelą do szatni, gdy zobaczyłam go stojącego z dziewczyną, która jest jego byłą, najlepszą przyjaciółką i równocześnie osobą najbardziej przeze mnie znienawidzoną ze wzajemnością. prawie się wtedy popłakałam, gdy zobaczyłam ich przytulonych i siedzących na ławce w szatni. natychmiast wybiegłam i poszłam na salę gimnastyczną, gdzie miałam lekcje. on wyszedł z szatni i przebiegł koło sali. ze łzami w oczach popatrzyłam na niego i zatrzasnęłam drzwi. za chwilę dostałam sms’a od niego, żebym się nie martwiła, bo on tak czasem z nią rozmawia. nie posłuchałam go. lecz przepraszał i potem jakoś rozmowa na gg przebiegała miło. wyłączyłam laptopa, a gdy znowu otworzyłam zobaczyłam wiadomość.
była od niego. 15 minut po 'kocham cię skarbie’ napisał, że nie możemy być już razem, bo on nie potrafi ze mną rozmawiać i przytulać się do mnie. powiedziałam mu wtedy, że nie mogłabym już się z nim przyjaźnić po takich zranieniach. prosił mnie, żebym nie była na niego zła, żebym dalej była jego przyjaciółką. nie chciałam już z nim gadać. po miesiącu sytuacja trochę się uspokoiła i było prawie jak dawniej. postanowiliśmy zapomnieć, że kiedykolwiek było coś między nami. od zerwania minęły dwa miesiące. mówię już, że nie kocham go ani nić nie czuję, ale jakieś tam uczucie nadal istnieje. wydaje mi się, że nie skończyliśmy tak całkiem. tylko on się strasznie zmienił. stał się okropnie chamski i wnerwiający. i jeszcze wszystko, co miało pozostać między nami, wszystkie moje tajemnice powiedział tej jego 'przyjaciółce’. ona już wystarczająco się ze mnie naśmiewa. moi przyjaciele odwdzięczają jej się tym samym. tyrają ją, a ja tylko stoję zboku nawet czasem śmiejąc się z ich żartów. chciałabym, żeby między mną, a tym chłopakiem było jak przedtem. zanim zaczęliśmy chodzić. bez żadnych kłamstw. po prostu czysta dobra przyjaźń bez udziału tamtej dziewczyny..
czy mogę go nazwać po tym wszystkim jeszcze moim najlepszym przyjacielem.? mogę mu powierzać swoje tajemnice jak dawniej.? jak mam zrobić, ,żeby powiedzieć mu, że mam do niego żal za to wyjawienie tajemnic.?
przyjaciel [?]
Dzielić