Od prawie 4 miesięcy tkwię w okropnej matni z której nie mogę się wyrwać. Jedna wielką miłość zostawiłem parę miesięcy temu dla innej bo myślałem że będzie lepiej. Doszło do pewnego poważnego wypadku w którym brałem udział właśnie z tą "inna". Była w szpitalu i opiekowałem się jak mogłem nią. Potem ja straciłem pracę i ona tez odeszła kilka dni potem. To już 4 miesiące a ja wciąż nie mogę się z tego otrząsnąć. Prawie nie wychodzę z domu, trochę się zamknąłem w sobie i nie mogę sobie poradzić… Zero motywacji… Nawet nie chce mi się tego pisać…
Dzielić