Wczoraj , gdzieś tak po siódmej wieczorem wróciłam z moją koleżanką R. z działki.Poprosiła mnie żebym poszła z nią do parku bo ma randkę z B. a ja bym była jako przyzwoitka.Z początku nie chciała ; to przecież ich godzina ale widząc jej minę zapowiadającą wielkiego focha zmieniłam zdanie.Pomyślałam że tylko pójdę z nią zaczekać na B. w umówionym miejscu żeby jej się nie nudziło i wrócę. Gdy z horyzonyu zobaczyła B. dowiedziałam się że muszę z nimi iść bo chcą się całować a ja mam być świadkiem i zrobić im fotkę . Myśle > Ok , no dobra chcą się pewnie popisać jak znam życie < .Poszliśmy na tzw. Patelnię miejsce zakochanych , taką jakby kamienną scenę do której prowadzą schodki - dawniej grała tam orkiestra a teraz już nic tam nie ma. R. jednak wolała iść na ławkę , później w krzaczki i jeszcze później do toalety. Zaczęłam zauważać że przeduża sprawę ; a bo ktoś nie taki idzie a bo wieje a bo nie wieje aż w końcu on już czekał przed starym sklepikiem ( teraz to pusty budynek , nie duży coś jak altanka na działce ) a ona wyszła do toalety i mnie wołała.On już miał ochotę ją pocałować , pokazywał mi nawet gesty rękami żebym ją ponagliła.Dobra poszłam , myślałam że znowu coś wymyśla a ona do mnie. -K. jak się całuje? - To wy jeszcze nigdy ? boże - załamałam ręce -No K. poratuj mnie jak ?! - zaczeła paplać panicznie Wytłumaczyłam jej że tak na pstryknięcie palcami się nie da , ona na to że się da.Wytłumaczyłam jej '' dokładną technikę '' i co mam robić i jak się zachowywać. Nie opodal baraku jest stary plac zabaw taki domek , chcieli iść tam. Zaproponowałam że mogę zostać na dole ale ona że mam iść z nimi.Na górze usiedli , blisko siebie ale jakoś im ...Po prostu była między nimi jakaś bariera jakieś niezniszczalne uczucie strachu bądź nie pewności. Mówię >B. bądź facetem , weź sprawę w swojej ręce przecież ona jest nie śmiała