Ogólnie, to ja mam męczący problem.
Jak byłem mały to na feriach babcia zapisała mnie do pożalsięboże okulistki 80-sięcio czy więcej letniej. Były wtedy ferie. Poszliśmy do tej baby i kazała przez 2 tygodnie kropić oczy jakimiś kroplami na rozszeżenie źrenic. No więc ja dziecko na feriach musiałem chodzić z rozszeżonymi oczami (nic nie widać, ból, łzawienie)… No i tak było, że się w światło patrzeć niemożnabyło. Dobra 2 tygodnie minęły, idziemy do Waćpanny okulistki "eszcze proszę 2 razy zakropić, bo nie widzę)… Dobra na korytarzu zakropiła mi mamusia… No i co? I patrzy przez jakąś lupę czy coś (niepamiętam bo mały byłem) i zagląda mi w oczy. Potem bezczelnie mów: "Ty zezujesz"! A to jej stare gały zezują, a nawet jeśli to co mi się dziwić, skoro mi pranie mózgu kroplami robiła. No i jak już posprawdzała, okularów nie otrzymałem oczywiście, to do teraz się męcze cały czas. Źrenice mam rozszeżone jakbym ćpał, co staje się powodem do wyśmiewania ze mnie. No i lato jest, a ja wychodzę z domu i K***** M*** nie mogę patrzeć, zasłaniam ręce dłońmi, bo tak mnie razi. Okulary przeciwsłoneczne niby pomagają, ale ja to mam przesrane… Nie dobrze mi się robi też do tego i wogóle jest beznadziejnie. Dupa nie chce mi się żyć.
Słońce
Dzielić